Księżyc przybrał pełnie.Szłam dalej przez wąską,pustą ulicę.Deszcz padał coraz mocniej lecz mi to nie przeszkadzało.Kocham deszcz.Jest to mój najlepszy przyjaciel.Już jutro mieliśmy jechać.Jutro to się miało zakończyć. Pożegnam to miasto z uśmiechem,zresztą następne miasto będzie pewnie niespodzianką. To nic. Lubię niespodzianki.Gdy tak szłam tą ulicą przed siebie nie wiedząc gdzie idę potknęłam się o patyk.Wpadłam na wielką kałużę.Zobaczyłam swoje odbicie tylko..byłam..inna.Miałam blond włosy,pomalowane na czarno oczy i byłam..śliczna.Wyglądałam jak moja najlepsza przyjaciółka Kyoto.Od zawsze byłyśmy fankami anime,ba,nadal jesteśmy.Kyoto za młodu była szczupłą wysoką blondynką.B y ł a.
Jakiś rok temu przefarbowała się na niebiesko,wygląda ślicznie.Tylko niestety,nie utrzymujemy kontaktu.Bardzo bym chciała to naprawić,Kyoto była ważna.Dla mnie najważniejsza.Lecz niestety,musiałam wyjechać.Od jakiegoś roku,nawet więcej jej nie widziałam.Piszę z nią czasem na facebooku,ale to nie wszystko.Bardzo chcę się spotkać z nią.
Spojrzałam na zegarek,była 00:00 godzina.Nie wiedziałam gdzie jestem.Skrzypienie huśtawki,usłyszałam krzyk kobiety.Postanowiłam biec.Zauważyłam zakapturzoną postać.
- KIM JESTEŚ?
- Często mi zadają to pytanie..Kim jesteś..Skąd się wziąłeś..Co masz z twarzą..e tam.Chodzę po mieście,szukam pewnej osoby,a ta pewna osoba sama się wystawia na tacy.Witaj,Margaret,pamiętasz mnie?Swojego ojca chrzestnego? Teraz póki Cię nie dostanę nie spocznę.Twoi rodzice Cię ukrywają,śmieszy mnie to.Cóż,teraz Cię szukają,nie mogą mnie zobaczyć.Żegnaj,Margaret.
- Czekaj!
- Papa,Margaret.
DRAWE
wtorek, 30 lipca 2013
poniedziałek, 29 lipca 2013
1
Mówią,że pierwsza miłość nie jest wieczna.Jednak są czasem wyjątki.
Siedziałam na niewygodnym,twardym łóżku mojego wujka.Nie miałam swojego pokoju,musiałam go dzielić z kimś.Ciągle się przemieszczałam,razem z rodziną nie mogliśmy być ciągle w jednym mieście.Rodzice mieli jakąś faze na przemieszczanie się.Ciągle i ciągle gdzieś indziej,miałam serdecznie dość.Za chwilę mieliśmy wyjechać do miejsca którego nie znam.Nikt mi nie powiedział nazwy tego miejsca,jak tam jest,nic.W starych szkołach ludzie pluli na mnie,obrażali mnie,bo ubierałam się w stylu punku,rude rozczochrane włosy z przedziałkiem,podarte rajstopy,krótkie seksowne dżinsowe krótkie spodenki,bluzka Metalica no i..glany.
Wszyscy obrażali mój styl,tam gdzie mieszkałam było zero cywilizacji,wszystkie dziewczyny w obcisłe różowe sukienki,nie czułam tam się sobą.Rodzice lubili zamieszkiwać wsi,lecz ja tego nie czuję,chcę pojechać gdzieś,gdzie znajdę kogoś bliskiego,kogoś kto mnie..rozumie.
Sięgnęłam szybko po packę na muchy i jednym trafem załatwiłam 3 obrzydliwe muchy,które siedziały na moich nogach.Kochałam zabijać zwierzęta.Czułam do tego powołanie.Może to i chore,może jestem głupia,ale kocham to robić. Od zawsze mnie to pasjonowało,nie wiem dlaczego zresztą.
- Margaret!
Moja mama,szczupła blondynka,włosy "na Kożuchowską" ubrana w żółtą sukienkę z czerwonym paskiem wołała mnie właśnie na obiad.Ostatni obiad w naszym obecnym mieszkaniu,ciekawe co mnie czeka później.
- Już lecę!
- Margaret,słońce,przebież się,idziemy dziś do państwa Rounting.
- Po moim trupie,nie będę nigdzie wychodzić ani się przebierać.
- Kotek,kupiłam Ci sukienke.
- To ją sobie weź,ja nigdzie nie idę.
- Kochanie!
Wybiegłam z domu bo miałam dość.Padał właśnie deszcz,była ostra burza,ucieczka z domu to dla mnie pewien rodzaj ukojenia,a w deszczu było lepiej.Zawsze chciałam wszystko przemyśleć,po utracie mojego najlepszego przyjaciela - Briana - nigdzie się nie chciałam ruszać z domu.Zawsze z nim szłam na plaże,obrzucaliśmy się piaskiem,chlapaliśmy wodą.Teraz gdy Jego nie ma,nie ma mnie.Straciłam szacunek do siebie bo on był częścią mnie,a skoro straciłam szacunek do niego to tak jakby mnie nie było.Dziwne,nie? Ale nikt mnie nigdy nie rozumiał.Tylko on.Zawiódł mnie po całej lini.Nigdy mu tego nie wybaczę. Nigdy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)